<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657</id><updated>2011-10-17T01:50:33.160+02:00</updated><title type='text'>Pop-Czytelnik</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>16</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657.post-2600334626995651018</id><published>2008-09-11T20:16:00.003+02:00</published><updated>2008-09-13T12:04:26.804+02:00</updated><title type='text'>Zło jest głupie</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Jest to przecież oczywiste,&lt;br /&gt;Każdy uczeń to rozumie -&lt;br /&gt;Cele małpim są wymysłem,&lt;br /&gt;Środki tylko ludzkim dziełem.&lt;br /&gt;Chyżo przybywa, przyświadczyć skory&lt;br /&gt;Rozum - stręczyciel na służbie mandryla,&lt;br /&gt;Złośliwych pawianów powiernik;&lt;br /&gt;Przybywa Filozofią wzdęty,&lt;br /&gt;Ale płaszczący się przed tyranami;&lt;br /&gt;Przybywa ten rajfur prusactwa&lt;br /&gt;Z patentowaną Hegla Historią;&lt;br /&gt;Przybywa z medycyny pomocą&lt;br /&gt;By aplikować aphrodisiacum -&lt;br /&gt;Króla małp hormony;&lt;br /&gt;Przybywa z rymami i Retoryką&lt;br /&gt;By pisać mu mowy;&lt;br /&gt;Przybywa z Rachunkiem - całkowym i różniczkowym&lt;br /&gt;Aby obliczyć dokładnie tor lotu rakiet&lt;br /&gt;Godzących prosto w sierociniec&lt;br /&gt;Po oceanu drugiej stronie;&lt;br /&gt;Wymierzywszy je, przybywa z kadzidłem&lt;br /&gt;Do Matki Bożej prosić Ją kornie&lt;br /&gt;By celnym był jego pierwszy cios."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Aldous Huxley "Małpa i Duch", Phantom Press International, Gdańsk 1991&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Małpa i Duch" (w oryginale "Ape and Essence", tłumaczone również jako "Małpa i istota rzeczy"), futurystyczna wizja Huxley'a, przenosi nas w świat Ameryki po trzeciej wojnie światowej, wyniszczonej wybuchami bomb atomowych, radioaktywnym promieniowaniem i chorobami, Niedobitki walczą tam o przeżycie, kontrolowani przez kościół Beliala, Władcy Much i źródła ludzkich cierpień. Świat ów widzimy oczami przybysza z Nowej Zelandii, jedynego nie zniszczonego rejonu na Ziemi, przybysza, który mimo wszechobecnego cierpienia znajduje miłość, której nie potrafił odkryć w rodzinnych stronach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo, że napisana w roku 1948 jako ostrzeżenie przed tak wyniszczającymi zjawiskami, jak nacjonalizm, totalitaryzm i niekontrolowany rozwój technologii, wizja jest wciąż aktualna w dzisiejszych czasach. Mimo, że świat powoli zaczyna radzić sobie ze zbrodniczymi ideami, człowiek wciąż jest zdolny do samozagłady. Wciąż toczy wojny, wciąż zabija za nic, wciąż niszczy siebie i całą rodzinę przez alkohol czy papierosy, gwałci swoje córki, wychodzi do kościoła jako przykładny i religijny chrześcijanin, a na ulicy bije Żydów i Murzynów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nienawiść, która w powieści Huxley'a doprowadziła do destrukcji, wciąż istnieje w człowieku i mimo, że pozornie żyjemy w czasach pokoju, wciąż tak niewiele dzieli nas od samozagłady. Huxley widział to w latach 40-tych, dziś niektórzy również to widzą, ale są to nieliczne jednostki. Jak to się dzieje, że jedni dostrzegają to niebezpieczeństwo już w dzieciństwie, a inni przez całe życie żyją w nienawiści?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/26787657-2600334626995651018?l=popczytelnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/2600334626995651018/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=26787657&amp;postID=2600334626995651018' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/2600334626995651018'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/2600334626995651018'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/2008/09/zo-jest-gupie.html' title='Zło jest głupie'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657.post-753467944553857623</id><published>2008-03-12T20:22:00.005+01:00</published><updated>2008-09-11T20:23:34.732+02:00</updated><title type='text'>Myślące oceany, granice nauki i inne kosmity, czyli nieżyciowe wynurzenia o zapatrzeniu w siebie</title><content type='html'>&lt;em&gt;"... nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. Jedne planety mają być pustynne jak Sahara, inne lodowate jak biegun albo tropikalne jak dżungla brazylijska. Jesteśmy humanitarni i szlachetni, nie chcemy podbijać innych ras, chcemy tylko przekazać im nasze wartości i w zamian przejąć ich dziedzictwo. (...) Nie szukamy nikogo oprócz ludzi. Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster. Nie wiemy, co począć z innymi światami. Wystarczy ten jeden, a już się nim dławimy. Chcemy znaleźć własny wyidealizowany obraz; to mają być globy, cywilizacje doskonalsze od naszej, w innych spodziewamy się znowu znaleźć wizerunek naszej prymitywnej przeszłości. Tymczasem po drugiej stronie jest coś, czego nie przyjmujemy, przed czym się bronimy (...)."&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Stanisław Lem "Solaris", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałem problem z wyborem cytatu z "Solaris", bowiem żaden fragment tej powieści wyjęty z kontekstu nie przekaże, czym ona tak naprawdę jest. Podszewka science-fiction jest w niej tylko pretekstem do łączenia różnych gatunków. Mamy tu bowiem romans, dramat psychologiczny, tragedię (prawie w greckim wydaniu) i traktat filozoficzno-naukowy naraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mnogości gatunków towarzyszy mnogość tematów, które Lem porusza. Mamy tu studium psychologiczne, traktat o naturze nauki, o człowieczeństwie, miłości i cierpieniu, niemożności komunikacji, a wszystko to łączy się ze sobą i przeplata, tworząc uderzającą rozmachem i pomysłowością całość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O wszystkich wątkach nie sposób pisać w krótkim poście, ale jedną z cech "Solaris", jakie mnie uderzyły, było zanurzenie fabuły w obcości, nieludzkości i osamotnieniu. Tytułowa Solaris to planeta odkryta przez ludzi w nieokreślonej przyszłości, pokryta dziwnym, galaretowatym oceanem, który okazuje się być jednym organizmem, obcą formą życia. W miarę czytania dowiadujemy się, że w ciągu niespełna stu lat badań ludzkości nie udało się odkryć istoty solaryjskiego oceanu i, pomimo usilnych starań, nie udało się również nawiązać z nim kontaktu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocean jest czymś obcym, niezrozumiałym dla człowieka - jak "bogowie" u Lovecrafta - czymś, z czym człowiek nie ma możliwości się porozumieć, czymś, czego nie ma szansy pojąć. Ludzkość zadufana w nauce napotyka granice swojego poznania i, okazuje się, te granice wcale nie są czymś odległym. Wystarczy wyjść poza ziemskie spojrzenie, poza ludzki punkt widzenia i nauka się gubi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazuje się też, że granice poznania nie dotyczą tylko tak wydumanych i przeciętnemu człowiekowi do życia niepotrzebnych spraw, jak kontakty między cywilizacjami. Ludzki punkt widzenia okazuje się przecież niewystarczający przy bardziej "przyziemnych" problemach - znamy przecież budowę człowieka, mechanizmy działania zwierząt, roślin, ale to w żadnym wypadku nie zbliżyło nas do poznania istoty życia jako takiego (podczas badań nad oceanem powstały całe biblioteki o tworzonych przez niego formach, jednak to nie pomogło w poznaniu jego istoty). W samym człowieku istnieje punkt, którego nauka nie potrafi przeskoczyć. Emocje można tłumaczyć procesami zachodzącymi w mózgu, działaniem hormonów, a przecież nie oddaje to skomplikowania ludzkiej psychiki, nie tłumaczy nieraz nielogicznych zachowań człowieka. Materialny punkt widzenia bardzo szybko natrafia na miejsce, gdzie kończą się możliwości jego zastosowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Człowiek jest z natury egoistą, ale to zamknięcie w samym sobie zamyka go na wszystko inne. Zarówno w skali mikro, jak i makro.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/26787657-753467944553857623?l=popczytelnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/753467944553857623/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=26787657&amp;postID=753467944553857623' title='7 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/753467944553857623'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/753467944553857623'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/2008/03/mylce-oceany-granice-nauki-i-inne.html' title='Myślące oceany, granice nauki i inne kosmity, czyli nieżyciowe wynurzenia o zapatrzeniu w siebie'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657.post-5739682647991277517</id><published>2007-12-25T15:23:00.000+01:00</published><updated>2007-12-25T15:40:22.332+01:00</updated><title type='text'>O śmierci (ale krótko)</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Śmierć ptaka&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Śmierć ptaka to jest&lt;br /&gt;mała śmierć&lt;br /&gt;śmierć ptaka to jest &lt;br /&gt;śmierci część&lt;br /&gt;śmierć ptaka to jest&lt;br /&gt;dla człowieka&lt;br /&gt;mała śmierć&lt;br /&gt;śmierci ćwierć&lt;br /&gt;dziesięć deka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śmierć ptaka to jest&lt;br /&gt;koci skok&lt;br /&gt;śmierć ptaka to jest&lt;br /&gt;strzał i mrok&lt;br /&gt;śmierć ptaka to jest&lt;br /&gt;żal niewielki&lt;br /&gt;kres bez łez&lt;br /&gt;oczy jak dwie&lt;br /&gt;snu kropelki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla ptaka to lot&lt;br /&gt;w jądro chmur&lt;br /&gt;dla ptaka to lot&lt;br /&gt;martwych piór&lt;br /&gt;dla ptaka to lot&lt;br /&gt;w którym nie ma&lt;br /&gt;ani drzew&lt;br /&gt;ani rzek&lt;br /&gt;ani nieba.&lt;br /&gt;Nie ma nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śmierć ptaka to jest&lt;br /&gt;kropla krwi&lt;br /&gt;bardzo podobna do twej&lt;br /&gt;kropli krwi&lt;br /&gt;bardzo podobna do twej&lt;br /&gt;otchłań taka&lt;br /&gt;ten sam próg&lt;br /&gt;bramy trwóg&lt;br /&gt;ten sam próg&lt;br /&gt;bramy trwóg&lt;br /&gt;więc nie lekceważ&lt;br /&gt;śmierci ptaka&lt;br /&gt;nie lekceważ.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jeremi Przybora,&lt;br /&gt;znalezione na:&lt;/strong&gt; &lt;em&gt;www.turnau.com.pl&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a)Jestem wegetarianinem, ale nie ma to większego związku z samym wierszem.&lt;br /&gt;b)Nie ma śmierci małej. Nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wesołych Świąt!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/26787657-5739682647991277517?l=popczytelnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/5739682647991277517/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=26787657&amp;postID=5739682647991277517' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/5739682647991277517'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/5739682647991277517'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/2007/12/o-mierci-ale-krtko.html' title='O śmierci (ale krótko)'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657.post-850692339080943345</id><published>2007-10-21T19:51:00.003+02:00</published><updated>2008-09-11T20:09:30.494+02:00</updated><title type='text'>Idealna biblioteka, czyli zło absolutne</title><content type='html'>&lt;em&gt;"(...) pozwolę sobie teraz opisać dziewiętnastopunktowy wzorzec złej biblioteki. (...) Dobra biblioteka w znaczeniu złej biblioteki (a więc dobry przykład negatywnego wzorca, jaki staram się zbudować) musi być przede wszystkim ogromnym koszmarem, musi być totalną zmorą (...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;C. Sygnatury winny być niemożliwe do przepisania, w miarę możliwości rozbudowane, aby ten, kto wypełnia rewers, nie miał nigdy dość miejsca na wpisanie ostatnich symboli i uznał je za nieważne, a dzięki temu obsługujący mógł zwrócić rewers z żądaniem uzupełnienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;D. Czas między zamówieniem a dostarczeniem książki winien być bardzo długi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;E. Nie należy dawać więcej, niż jedną książkę naraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;F. (...) Biblioteka winna zniechęcać do jednoczesnego czytania kilku książek, gdyż od tego można dostać zeza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;H. Bibliotekarz winien uważać czytelnika za wroga, nieroba (w przeciwnym razie byłby przecież w pracy), za potencjalnego złodzieja. (...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;K. Należy zniechęcać do wypożyczania. (...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;M. Godziny otwarcia winny ściśle zgadzać się z godzinami pracy, przedyskutowanymi z góry z przedstawicielami związków zawodowych; całkowite zamknięcie biblioteki w sobotę i niedzielę, a także wieczorami i w godzinach posiłków. (...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;R. Jeśli tylko się uda - żadnych ubikacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;S. (...) w sytuacji idealnej czytelnikowi nie powinno przysługiwać prawo wstępu do biblioteki; zakładając jednak, że wtargnął nadużywając w małostkowy i mało sympatyczny sposób swobód przyznanych mu na podstawie zasad roku 1789 (...), w żadnym razie nie może i nigdy nie będzie mógł mieć dostępu do półek z książkami - poza pośpiesznym przemknięciem przez bibliotekę podręczną."&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Umberto Eco "O bibliotece", Ossolineum, Wrocław 1990&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś, po tak długim braku nowych notek, porozmawiamy, drodzy Internauci, o literaturze śmiertelnie poważnej i śmiertelnie nudnej, na dotatek zajmującej się tematami tak śmiertelnie nudnymi i znajdującymi się na peryferiach normalnego życia, jak biblioteka. Jak każdy wie, drogi Internauto, biblioteka to taki budynek, który nic nikomu nie daje, bo jego działalność polega na pożyczaniu książek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pożyczaniu książek. Każdemu, kto chce czytać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pożyczaniu książek. Phi, kto dziś czyta? Każda biblioteka jest stara i zakurzona, a jej działalność nie służy nikomu i niczemu, bo, jak wiemy, w dzisiejszych czasach nikt nie chce czytać. Literatura traktująca o bibliotekach jest więc siłą rzeczy jeszcze bardziej nudna i nikomu niepotrzebna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tu muszę wyznać coś szokującego, coś, co postawi mnie w szeregu dziwaków oderwanych od rzeczywistości. Ja czytam (choć pewnie niektórzy z Was już to wiedzą lub domyślili się po pobieżnej lekturze tego bloga). Czytam i nie dość, że to lubię, to czytam często dwie lub więcej książek naraz. I lubię chodzić do biblioteki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książkę, którą dziś cytuję, nie przeczytałbym raczej, ba, nawet bym o niej nie słyszał, gdyby nie była polecona jako lektura na zajęciach w mojej uczelni. Muszę przyznać, że trochę się bałem tej lektury. Bałem się, że będzie śmiertelnie nudna i poważna, pomimo niewielkiej objętości (raptem paręnaście stron). Ale nie była. Eco zdołał zainteresować mnie tematem, a nawet udało mu się przemycić dość dużą dawkę humoru, co można zobaczyć w powyższym cytacie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cytat ów miał być jednak nie tylko dowodem, że ci śmiertelnie nudni intelektualiści potrafią żartować na bardzo wysokim poziomie i podchodzić do śmiertelnie poważnych rzeczy z dystansem. Tekst miał być również pretekstem do wspomnienia o bibliotece w Nottingham, w którym to mieście miałem okazję mieszkać w czasie tegorocznych wakacji i którą to bibliotekę odkryłem w czasie moich wojaży. A oto co nieco o bibliotece w Nottingham.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękny budynek. Cztery piętra. Masa książek. Darmowy dostęp do internetu. Codziennie świeże gazety. Na piętrach stoliki do korzystania z książek na miejscu, na parterze fotele i kanapy. Niemal każdego dnia jakieś nowości. Otwarty dostęp do półek. Nie wiesz, czy czytać to, co odkryłeś, czy iść odkrywać nowe cuda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O takiej bibliotece pisze Eco po przedstawieniu idealnej złej biblioteki. O wyprawie do niej pisze na przykład:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;"Nie zawsze wychodzi się z tego żywym, wśród regałów (...) bardzo łatwo można na przykład popełnić morderstwo i ukryć trupa pod półkami z atlasami geograficznymi, a odnaleziony zostanie po upływie całych dziesięcioleci."&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Umberto Eco "O bibliotece", Ossolineum, Wrocław 1990&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może biblioteka w Nottingham nie jest aż tak ogromna, ale jej rozmiar wystarczył, bym pomyślał, że mógłbym tam spędzić całe życie, gdyby ktoś nabrał ochoty dostarczać mi jedzenia i picia. Ja wcale nie jestem bibliofilem. Myśl, że aby przebrnąć w całości przez bibliotekę w Nottingham, nie starczyłoby mi życia, nie mówiąc już o pochłonięciu zawartości największych bibliotek świata, napawa mnie tylko przerażeniem i poczuciem straty nie do odrobienia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/26787657-850692339080943345?l=popczytelnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/850692339080943345/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=26787657&amp;postID=850692339080943345' title='4 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/850692339080943345'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/850692339080943345'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/2007/10/blog-post.html' title='Idealna biblioteka, czyli zło absolutne'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657.post-5363189507105299848</id><published>2007-05-24T19:20:00.000+02:00</published><updated>2007-05-24T19:32:24.694+02:00</updated><title type='text'>Czy jesteś cool?</title><content type='html'>&lt;em&gt;"Dziś większość ludzi stawia na byt publiczny. Poza tym lansowana jest naturalność. Niestety, fałszywie pojęta - graniczy nieraz z ekshibicjonizmem. To, co kiedyś miało prawo wydarzyć się tylko w czterech ścianach, teraz może (powinno?) mieć publiczność. Wiem, obyczajowość musi się zmieniać. Ale dlaczego ton nadaje prostactwo?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najgorsze jest to, że jesteśmy zmuszani do uczestnictwa w spektaklach, które zupełnie nie są interesujące. Co więcej, żenują przypadkowych obserwatorów - choć bynajmniej nie krępują wykonawców. Dla nich sceną są wszystkie miejsca publiczne: ulica, metro, przystanek autobusowy, centrum handlowe. Im większy tłum dookoła, tym lepiej. Manifesują postawę cool.(...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedawno w metrze zostałam wzięta w dwa ognie przez konsumentów kanapek. Ten z prawej pochłaniał ogromną "łyżwę" z tuńczykiem, ten z lewej - z kurczakiem. Kulinarne zapachy wypełniły wagon, żuchwy głośno pracowały, co głodniejsi pasażerowie kręcili się niespokojnie, przełykając ślinę. Chłopak, z którym sąsiadowałam z lewej, ułatwiał sobie trawienie, każdy kęs kanapki popijając sokiem z butelki. Kiedy skończył danie główne, przeszedł do deseru. W ten sposób uporał się z lunchem, zanim dojechał do stacji Politechnika. Tu wysiadł, zapewne w poczuciu sytości i sympatycznie spożytego obiadu."&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Monika Małkowska "Intymność wystawiona na widok publiczny" w "Rzeczpospolita" 23 maja 2007&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;"I wiem niestety, że ta otwartość, ta rewolucja obyczajowa, która rozgrywa się rzekomo wokół nas, jest bardzo powierzchowna. Francuskie pocałunki na oczach wszystkich - tak, ale tylko w wersji hetero. Matki karmiące piersią w miejscach publicznych - tak, ale niezbyt zmysłowo. Kobiety w ciąży w restauracjach - tak, ale tylko od święta i tylko nad sojowym mlekiem. Czysta hipokryzja! Dlatego sama siebie karcę, gdy na widok dziewczątka piłującego w metrze paznokcie kręcę się nerwowo na siedzeniu i wymieniam porozumiewawcze spojrzenia ze współpasażerami."&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Hanna Rydlewska "Najpierw prawdziwa rewolucja obyczajowa, potem niuanse" w "Rzeczpospolita" 23 maja 2007&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowo wyjaśnienia - nie jestem stałym czytelnikiem ani entuzjastą jakiejkolwiek gazety ani nie reprezentuję żadnej opcji politycznej. Po prostu na mojej uczelni od czasu do czasu rozdawana jest "Rzeczpospolita" i z tej oferty otrzymania czegoś do poczytania za darmo zawsze chętnie korzystam. Nazwę gazety wymieniam nie po to, by ją reklamować, tylko w celach informacyjnych, z obowiązku poinformowania źródła, z którego czerpie się cytat. Tylko tyle. I aż tyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przechodząc do sedna - generalnie trudno się z szanownymi paniami nie zgodzić. Nie lubię patrzeć, jak ktoś je, ja sam nienawidzę spożywać posiłku w miejscach, w których znajdują się obcy ludzie, choć zdaję sobie sprawę, że czasami nie ma innego wyjścia. Wiadomo, człowiek jeść musi i nie zawsze ma sposobność zrobić to w sposób "chroniący jego intymność". Jednak niektóre zachowania przekraczają pewną granicę - nie wiem, jak Ty, drogi Internauto, ale ja czuję się zażenowany widząc na przykład parę statecznych staruszków głośno wyrażających swoje opinie w sposób mocno "podwórkowy", czy niezbyt elegancko wyglądającego młodzika siedzącego sobie w autobusie i bez skrępowania pijącego pewien szlachetny trunek z otwartej puszki. Fakt, że z drugiego końca autobusu słyszę, jak pewien pan rozmawia sobie przez telefon, wywołuje na mojej twarzy ironiczny uśmieszek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielu jednak rozróżniłoby pewne typy zachowań, które nasze szanowne felietonistki dość swobodnie ze sobą mieszają. "Bycie cool" i "bycie wieśniakiem" to raczej dwie różne rzeczy. Rozmawiam głośno przez telefon czy idę z dziewczyną z ręką przyklejoną do jej pośladka - jestem swobodny, naturalny i cool. Używam łaciny podwórkowej lub głośno się z kimś kłócę na ulicy - jestem wieśniakiem. Tylko jak nazwać zachowanie chłopaka z kanapką opisanego przez p. Małkowską?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie - czy często nie okazuje się, że bycie cool i bycie wieśniakiem to jedno i to samo?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/26787657-5363189507105299848?l=popczytelnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/5363189507105299848/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=26787657&amp;postID=5363189507105299848' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/5363189507105299848'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/5363189507105299848'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/2007/05/czy-jeste-cool.html' title='Czy jesteś cool?'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657.post-2460687100121254351</id><published>2007-04-13T22:40:00.001+02:00</published><updated>2008-09-11T20:10:29.479+02:00</updated><title type='text'>"I nie wspominaj o szkockiej sztuce"</title><content type='html'>&lt;em&gt;"-Jeśli chcesz, powróżę ci z fusów - zaproponowała panna Spink.&lt;br /&gt;-Słucham? - rzekła Koralina.&lt;br /&gt;-Z fusów herbacianych, kochanie. Przepowiem ci przyszłość.&lt;br /&gt;Koralina wręczyła pannie Spink swoją filiżankę. Starsza kobieta spojrzała na czarne herbaciane fusy oczami krótkowidza. Ściągnęła wargi.&lt;br /&gt;-Wiesz, Koralino - rzekła po chwili. - Grozi ci straszliwe niebezpieczeństwo.&lt;br /&gt;Panna Forcible prychnęła i odłożyła robótkę.&lt;br /&gt;-Nie bądź niemądra, April. Przestań straszyć tę małą. Chyba zaczynasz ślepnąć. Podaj mi tę filiżankę, dziecko.&lt;br /&gt;Koralina posłusznie zaniosła ją pannie Forcible. Tamta uważnie zajrzała do środka, pokręciła głową i ponownie spojrzała w głąb filiżanki.&lt;br /&gt;-Ojej - mruknęła - miałaś rację, April. Rzeczywiście grozi jej niebezpieczeństwo. (...)&lt;br /&gt;-Co dokładnie mi grozi? - spytała Koralina.&lt;br /&gt;Panny Spink i Forcible spojrzały na nią pustym wzrokiem.&lt;br /&gt;-Nie wiadomo - oznajmiła panna Spink. - Fusy nie przekazują tego typu informacji. Nie nadają się. Są świetne, jeśli chodzi o sprawy ogólne, ale nie o szczegóły.&lt;br /&gt;-Co mam więc robić? - spytała Koralina, lekko tym wszystkim zaniepokojona.&lt;br /&gt;-Nie noś zieleni w garderobie - podsunęła panna Spink.&lt;br /&gt;-I nie wspominaj o szkockiej sztuce - dodała panna Forcible."&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Neil Gaiman "Koralina", Wydawnictwo Mag, Warszawa 2003&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy panny Spink i Forcible to:&lt;br /&gt;a) dwie nieszkodliwe wariatki, które nie wiedzą, co mówią&lt;br /&gt;b) niewiarygodnie mądre starsze panie, których wiedza przekracza pojmowanie zwykłego człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłbym wdzięczny, drogi Internauto, gdybyś podzielił się ze mną swoim zdaniem w komentarzu do tej notki. Proszę o to, nawet jeśli książki Gaimana nie znasz. Jeśli natomiast Koralinę już przeczytałeś/-aś, to odpowiedz na następujące pytanie: "Co sądziłeś o pannach Spink i Forcible po przeczytaniu powyższego fragmentu?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że ciekawym by było, przekonać się, czy nasz wiek jest naprawdę taki materialistyczny i naukowy, jak się mówi. :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/26787657-2460687100121254351?l=popczytelnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/2460687100121254351/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=26787657&amp;postID=2460687100121254351' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/2460687100121254351'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/2460687100121254351'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/2007/04/i-nie-wspominaj-o-szkockiej-sztuce.html' title='&quot;I nie wspominaj o szkockiej sztuce&quot;'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657.post-116691505330806156</id><published>2006-12-24T00:02:00.000+01:00</published><updated>2007-10-21T19:51:30.706+02:00</updated><title type='text'>O tanich kredytach od Mikołaja i Coca Coli w Święta</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Prezenty. Zawracanie głowy. Gdzie się podziewa Mikołaj? - ja się pytam. Wszyscy wiemy, że daleka droga z Laponii. Widocznie globalne ocieplenie powoduje, że w końcu na czas nie dojeżdża - renifery wymiękają na gołym asfalcie i sań nie chcą ciągnąć. W efekcie co roku kwestia prezentów spada na nasze barki. Trzeba ratować honor starszego pana w śmiesznej czapce i pokupować każdemu co tam sobie życzył, udając że to "od Mikołaja". Ha! Koń by się uśmiał. I już nieważne, że korki, że kolejki, że koszty. Najsmutniejsze jest to, że nie ma w tym wszystkim ani smaku tajemnicy, ani elementu niespodzianki. Nawet dziecko wie dziś dokładnie co chce dostać i kręci nosem jak nie znajdzie pod drzewkiem podarunku zgodnego z oczekiwaniami."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Anita Lipnicka "Na co komu święta?"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponownie cytuję "nie-do-końca-poważną" literaturę - i znowu jest to jeden z felietonów pani Lipnickiej zamieszczony na jednym z popularnych polskich serwisów internetowych. Tym razem pani Anita traktuje o Świętach i nie byłoby w tym nic dziwnego - w końcu pod koniec roku każdy traktuje o Świętach - gdyby nie ten dziwnie krytyczny ton...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę przyznać, że po przeczytaniu felietonu moje nastawienie było bardzo sceptyczne, wręcz podejrzliwe. Teksty publicystyczne p. Anity, jak dotąd, były w większości poważne, jednak pisane z dużą dozą humoru i prawie zawsze można z nich było wyłuskać pewne optymistyczne przesłanie. Tym razem jest inaczej. Piosenkarka jest zirytowana, nie kryje się z tym, a na dodatek nie próbuje doszukiwać się w obecnej sytuacji czegoś pozytywnego. Felieton kończy się akapitem przepełnionym, co prawda, cichą nadzieją, że w przyszłości będzie inaczej, jednak niezbyt napawającym w wiarę, że coś się zmieni i bezpośrednio stwierdzającym, że "jest źle". Zresztą, drogi Internauto, przeczytaj to sam:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Pod moim oknem kocą się koty. Mam wrażenie, że to wiosna. Z drugiej strony, od paru dni śledzi mnie śledź - patrzy na mnie podejrzanym wzrokiem za każdym razem kiedy otwieram lodówkę. Chyba jednak zanosi się na jakąś Wigilię. Koty mnie nie dotyczą. Muszę coś zrobić z tym śledziem. Muszę coś zrobić z tymi świętami. A kysz, wszystkie uprzedzenia! Niech zstąpi tu natychmiast Duch Święty i magię ze sobą przyniesie. Trochę cudu spirytualnego uniesienia, trochę piękna polskiej tradycji, trochę uroku rodzimego folkloru. Ale nie tego z cepelii. Takiego ci u nas dostatek. Sprzedaje się na prawo i lewo, za grube pieniądze. Chodzi bardziej o rzeczy, których kupić się nie da, które gubią się gdzieś po drodze (jak biedny Mikołaj, co już w nowych warunkach nie wyrabia). Błagam. Niech coś CZYSTEGO z tego wszystkiego ocaleje. Mam córkę. Jak nie dla mnie, to dla niej."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Anita Lipnicka "Na co komu święta?"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj dochodzimy do sedna całego tego pesymizmu. Swięta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po przeczytaniu komentarzy, w większości nie pozostawiających suchej nitki na szaro-burym obrazie najważniejszych dni w chrześcijaństwie, jaki serwuje nam p. Anita, mój podejrzliwy stosunek do felietonu trochę się zmienił (w czym pomogły mi również nieliczne głosy broniące punktu widzenia naszej piosenkarki). Zmusiłem się, by przemyśleć, dlaczego autorka felietonu napisała to, co napisała. I z przerażeniem odkryłem, że ja myślę podobnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejsze Święta niewiele już mają wspólnego z okresem radowania się i wybaczania, jakim były kiedyś. Dzisiejsze Święta to, niestety, marketing. Święta są tylko dla prezentów. Wybaczanie wypierane jest przez wieczne narzekanie na ceny i tłumy w sklepach. Śnieg, bez którego kiedyś nie wyobrażano sobie Świąt, jest dziś tylko zawadą dla kierowców. Czas wolny wypełniony jest głównie gorączkowymi zakupami, wyczerpującym sprzątaniem i wielogodzinnym staniem nad garami. Św. Mikołaj reklamuje dziś tanie kredyty od podejrzanych firm i telefony komórkowe - i to najbardziej mnie irytuje w dzisiejszej komercjalizacji Świąt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Katowicach, moim rodzinnym mieście, na każdym kroku napotkać można ostatnio dwie wyjątkowo drażniące ulotki. Na jednej widnieje niemalże komiksowa, zajmująca ponad połowę kartki, twarz św. Mikołaja z wielkim nosem i poczciwym uśmieszkiem - a na jego brodzie wydrukowane "tanie kredyty, zadzwoń..., adres...". Na drugiej - twarz Mikołaja jest o wiele mniejsza i bardziej dystyngowana, co nie przeszkodziło autorowi reklamy umieścić w ustach świętego, za pomocą komiksowego dymku, słów "prezenty o wartości: &lt;plepleple&gt;" (lub coś w tym rodzaju). To są dla mnie dwa przykłady na osiągnięcie dna przez przesiąknięcie najgorszą stroną kapitalizmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest tak, jak pisze p. Lipnicka. Święta utraciły dużą część swojej magii przez to, że stały się produktem, który można (a wręcz należy) sprzedać. Przez przesyt piosenką pt. "Last Christmas" (którą, swoją drogą, poza okresem Bożonarodzeniowym, wszyscy szczerze nienawidzą). Przez Crazy Froga, który tę piosenkę scoverował. Przez Mikołaja sprzedającego komórki ze swoją ah, jakże uroczą asystentką. Przez rozpoczynające i kończące bloki reklamowe filmiki z kichającym reniferem. I przez to, że mało kto się temu przeciwstawia, a jeśli się przeciwstawia, to jest osądzany jako niespełna rozumu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smutne, że mało kto zauważa, że dzisiejszy św. Mikołaj, ten w czerwonym futerku i długą, białą brodą, to produkt marketingowców Coca Coli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całe szczęście, że są jednostki, które wciąż krzewią magię Świąt Bożego Narodzenia. Przykładem może być pani, która to, wychodząc ze swojego bloku w Piekarach, zobaczyła pewnego chłopaka (czytaj: mnie) i choć osobnik ów nawet jej nie zauważył, miał trochę spuszczoną głowę i spieszył się na autobus, nie przeszkodziło to rzeczonej kobiecie powiedzieć, z rozbrajającym uśmiechem na twarzy: "Wesołych Świąt". Pani ta, co usłyszałem już za swoimi plecami, życzeniami obdarzyła również innego przechodnia, co świadczy o tym, że lubi bezinteresownie dzielić się swoim świątecznym nastrojem z zupełnie obcymi ludźmi. Za to będę podziwiał ją do końca życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec chciałbym podziękować mojej rodzinie, że przynajmniej częściowo udaje jej się przeciwstawiać "sprzedawaniu" Świąt. Chciałbym również życzyć Ci, drogi Internauto, zdrowych, spokojnych Świąt i szczęśliwego, niezbyt bolesnego (pod względem głowy) skoku w Nowy Rok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zirytowany, ale pełen nadziei&lt;br /&gt;Avraxis&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Z dumą zawiadamiam, że p. Lipnicka pod koniec cytowanego felietonu używa znanego (mam nadzieję) z tego bloga zwrotu "drogi internauto". Nawet, jeśli jest to zwykły zbieg okoliczności, to bardzo mnie on ucieszył - za co serdecznie, pani Anito, serdecznie dziękuję. :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/26787657-116691505330806156?l=popczytelnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/116691505330806156/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=26787657&amp;postID=116691505330806156' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/116691505330806156'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/116691505330806156'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/2006/12/o-tanich-kredytach-od-mikoaja-i-coca.html' title='O tanich kredytach od Mikołaja i Coca Coli w Święta'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657.post-116622084724735663</id><published>2006-12-15T22:56:00.000+01:00</published><updated>2007-10-21T20:58:02.235+02:00</updated><title type='text'>Głupota wg autora horrorów</title><content type='html'>&lt;em&gt;"Wielu ludzi wierzy w rozmaite wyssane z palca plotki i kaczki dziennikarskie, natomiast zaprzecza dowodom dostarczanym przez nasze własne zmysły, uznając je za omamy bądź halucynacje."&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;H.P. Lovecraft, August Derleth "Obserwatorzy Spoza Czasu", Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2000&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Widząc nazwisko Lovecrafta w podpisie powyższego cytatu, pierwszą myślą, jaka powinna Ci się nasunąć, drogi Internauto, jest: "Oho, tym razem ten wariat znów będzie gadał od rzeczy. Tym razem o zjawiskach paranormalnych." Znając Lovecrafta bowiem (a zakładam w swej niepojętej pewności, że przynajmniej o nim słyszałeś), doskonale zdajesz sobie sprawę, że ów autor nie pisał o niczym innym, jak o zjawiskach paranormalnych (jak znakomita większość autorów horrorów zresztą), i owszem, pisać mógłbym o tym, jak to ludzie niewrażliwi są na sygnały z zaświatów, wizyty z kosmosu i teorie spiskowe, na które dowody są tak gorliwie zbierane przez garstkę zapaleńców, potocznie zwanych "świrusami". Uważam jednak, że takie gadanie jest bezcelowe - kto wierzy, ten i tak wierzyć nie przestanie, a kto nie wierzy, ten po mojej gadaninie w swej niewierze pozostanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie o kosmitach, ani nawet nie o duchach chcę zatem pisać, choć temat ów wdzięczny jest i kontrowersyjny. Wypowiedzieć się zamierzam na temat bardziej przyziemnej obserwacji, jaką poczyniłem, a którą zgrabnie ilustruje powyższy cytat. Zauważyłem bowiem, że ludzie chętnie wysłuchują piosenek Kaczyńskich o rozwalaniu układów, kazań pięknego Romana o znaczeniu rodziny w budowaniu społeczeństwa, zapewnień Leppera, że rolnicy dostaną jeszcze więcej, ale nie widzą nieudolności polityków PiS-u w urzeczywistnianiu "cudu IV-tej Rzeczypospolitej", rasismu i nacjonalizmu w ideologii LPR-u i demagogii Leppera. W tym miejscu muszę również napisać, że obserwacja ta nie była szczytem zdolności poznawczych, na jakie stać człowieka - ot, taka sobie gadka, jakich słyszymy wiele w dzisiejszych czasach - oraz, że wybory pokazały, iż tendencja odbierania informacji "na przygłupa" zaczyna zanikać. Muszę również przyznać, że w mojej gadaninie nie ma nic ciekawego, ani tym bardziej oryginalnego, co udowadnia fakt, że już Lovecraft dostrzegał hipokryzję człowieka zaślepionego. Pozwolę sobie oślepnąć na to, że pan Howard miał na myśli coś zgoła innego. ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec opiszę zabawną scenkę, którą kiedyś obejrzałem w naszej ogłupiającej telewizji. Reporter jakiejś telewizji pyta uliczną kramarkę - wyglądającą na młodą, najwyżej w średnim wieku kobietę - o LPR. Ta odpowiada szczerze, ale uprzejmie, że nie ma zbyt pozytywnej opinii o naszych pogromcach Darwina, kiedy przechodząca staruszka zaczyna wykrzykiwać, jaką to wspaniałą partią jest LPR oraz ile to nie uczy nas Giertych. Gdy reporter pyta, czego uczy nas Giertych ta wykrzykuje z szewską pasją: "Kultury uczy!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętaj więc, drogi Internauto: media kłamią, a nazistowski znak to tylko gest zamawiania piwa u kelnera.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/26787657-116622084724735663?l=popczytelnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/116622084724735663/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=26787657&amp;postID=116622084724735663' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/116622084724735663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/116622084724735663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/2006/12/gupota-wg-autora-horrorw.html' title='Głupota wg autora horrorów'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657.post-116086745915948777</id><published>2006-10-15T01:01:00.000+02:00</published><updated>2006-11-20T19:25:11.326+01:00</updated><title type='text'>Poe a banalność Kaczora Donalda</title><content type='html'>&lt;em&gt;"Otworzyłem. I wnet potem&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Szumnym, pewnym, równym lotem&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Czarnopióry kruk wspaniały&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;prosto ku mnie leciał już.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Ni się wstrzymał, ani zbaczał,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Ku drzwi moim lot zataczał&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Gdzie u góry biust Pallady&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jak domowy świeci stróż.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Na Pallady posąg biały&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Wzleciał czarny kruk wspaniały&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Czarnopióry demon burz.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nie chcąc by gość hebanowy&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Przejrzał z marzeń mych osnowy&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nawał mętnych myśli smętnych&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Co mój duch obległy już.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Rzekłem siląc się na żarty:&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Choć czub nosisz mocno zdarty,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Wiem, żeś nie jest zwykłym kurem&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Co przy ziemi gdacze tuż.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Tyś wędrowny kruk prastary&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Co piekielne rzucił mary&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Z Plutonowych spiesząc wzgórz&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Powiedz jak cię tam nazwano?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jakie nosisz wśród nich miano&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;A kruk rzecze:&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Nigdy już!"&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;strong&gt;Edgar Allan Poe "Kruk" w przekładzie Barbary Beaupré&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O "Kruku" Edgara Allana Poe słyszałem już dawno - głównie jako o jednym z największych i najbardziej tajemniczych dzieł tego autora literatury grozy - jednak dopiero niedawno miałem okazję zapoznać się z treścią owego utworu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam tu jednak zamiaru rozpisywać się na temat, czy dzieło warte jest swojej famy i swoistego kultu, jaki wokół niego powstał. Najbardziej uderzającą myślą, jaka pojawiła się w moim umyśle po przeczytaniu słów: "Nigdy już!", było: "skądś znam te słowa". I owszem, wers wydawał mi się dziwnie znajomy; wiedziałem też, że gdy poprzednio się na nią natknąłem, rzeczona wypowiedź również padła z ust (lub może raczej: z dzioba) kruka. Nie potrafiłem sobie tylko przypomnieć, skąd znam kluczowe słowa wiersza, z którym po raz pierwszy się zetknąłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpowiedź przyszła (o dziwo!) wyjątkowo szybko i była o wiele bardziej zaskakująca, niż można się było spodziewać. Zanim jednak ją wyjawię, muszę przyznać się do czytania komiksów o Kaczorze Donaldzie, Myszce Miki i innych postaciach stworzonych przez Walta Disney'a, które to komiksy pojawiały się (i dalej się pojawiają) na polskim rynku nakładem pewnego znanego wydawnictwa. Otóż przypomniałem sobie, że w jednej z historyjek siostrzeńcy Donalda znaleźli czarnego kruka, w czym nie byłoby nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że ptak ów otrzymał imię Edgar i miał zwyczaj częstego dzielenia sie swoją opinią za pomocą dwóch słów: "Nigdy już!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie, gdy czytałem ten komiks, nie znałem jeszcze Edgara Allana Poe ani tym bardziej jego twórczości i, jakkolwiek fraza wypowiadana przez kruka siostrzeńców spodobała mi się za swoją niecodzienność i niedorzeczność, nie miałem prawa rozpoznać oczywistego nawiązania do dzieła Poe'go. Aluzję rozpoznałem dopiero po przeczytaniu "Kruka", dobrych kilkanaście lat po lekturze komiksu z krukiem Edgarem w jednej z głównych ról.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najzabawniejszy jest fakt, że nawiązanie do jednego z największych twórców literatury grozy w komiksach Walta Disney'a jest jednym z wielu nawiązań do szeroko pojętej kultury i sztuki. Jedną z moich ulubionych historyjek o Kaczorze Donaldzie była "Niekończąca się Opowieść" - komiks, w którym Donald czyta książkę o krainie Fantazji ratowaną przez Myszkę Miki od niszczącej wszystko Pustki, po czym sam do Fantazji się przenosi. Nie znającym twórczości Michaela Ende pragnę tu uświadomić, że jest to nawet więcej, niż zapożyczenie motywów z genialnej powieści "Niekończąca się Historia". Specjalnie napisałem "więcej, niż zapożyczenie", gdyż w fabule komiksu nie tylko wykorzystano wątki z rzeczonego dzieła, ale i zupełnie zmieniono zakończenie, co zaowocowało dojściem do kompletnie innego morału, niż ten, który przyświecał Endemu. W "Niekończącej się Historii" podróż po Fantazji pozwala Bastianowi przejść etap trudnego dzieciństwa i wejść w dorosłość, przy okazji odkrywając przed czytelnikiem wiele prawd o człowieku i świecie. Komiks Disney'a natomiast uwieńczony jest dobitnymi słowami: "I tak oto, dzięki głupiemu i leniwemu kaczorowi 'Niekończąca się Opowieść'... kończy się."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przykładów, może nie tak rozbudowanych, ale równie mądrych nawiązań oraz zapożyczeń w komiksach Disney'a można znaleźć o wiele więcej (przynajmniej w czasie, kiedy czytałem te komiksy, nie wiem, czy obecnie wydawca wciąż stosuje podobne metody). W opowieściach o Kaczorze Donaldzie, pozornie dziecinnych i nieskomplikowanych, można było napotkać wiele takich smaczków, często nieczytelnych dla młodszego czytelnika, okraszonych wcale nie tak banalnym humorem; i to doprowadza mnie do finalnej myśli dzisiejszej notki: nigdy nie oceniaj czegoś, czego nigdy nie czytałeś, bo nie wiesz nawet, jak bardzo możesz się mylić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dumny z czytania Kaczora Donalda: &lt;em&gt;Avraxis&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/26787657-116086745915948777?l=popczytelnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/116086745915948777/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=26787657&amp;postID=116086745915948777' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/116086745915948777'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/116086745915948777'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/2006/10/poe-banalno-kaczora-donalda.html' title='Poe a banalność Kaczora Donalda'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657.post-115670278030577028</id><published>2006-08-27T20:15:00.000+02:00</published><updated>2006-08-27T20:19:40.813+02:00</updated><title type='text'>Ciekawe, co z tego wyjdzie...</title><content type='html'>&lt;em&gt;"Od jakiegoś czasu dręczy mnie sumienie, że nic nie robię dla ludzkości. Nie udzielam się społecznie, nikomu nie pomagam i w nosie mam losy świata. Skupiona od rana do wieczora na sobie i swoim najbliższym otoczeniu prowadzę żywot egoistyczny i wolny od szlachetnych uczynków.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;Wcale nie czuję się z tym ok. Bywa, że z tej przyczyny popadam w podły nastrój, nawet budzę się w środku nocy z przerażeniem. Nie jestem wystarczająco dobra, myślę sobie. Muszę coś z tym natychmiast zrobić. Potem wstaje nowy dzień: dziecko jest głodne i płacze, telefon się urywa, za dwa dni koncert, pranie piętrzy się pod sufit, w lodówce straszy, do samochodu znowu się włamali, listonosz przynosi porcję rachunków do zapłacenia i zaczyna się ten sam kołowrotek. Kręcę się więc zgodnie z ruchem wskazówek zegara i wokół własnej osi. Świat i jego problemy obchodzą mnie tyle co zeszłoroczny śnieg. A daj ty mi spokój, świecie! Idź sobie i nie zawracaj mi głowy."&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Anita Lipnicka "Jak tu być dobrym?"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek informacje odnośnie cytowanego tekstu: jest to felieton Anity Lipnickiej, pochodzący z serii felietonów, które publikuje pewien ogólnopolski serwis informacyjny. Serię tekstów słynnej piosenkarki odkryłem stosunkowo niedawno, ale od razu urzekły mnie wyczuciem, sposobem pisania i tematyką poruszanych problemów. Tak więc można się spodziewać, że prawdopodobnie jeszcze jakieś wytwory p. Anity tu zacytuję. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przejdźmy zatem do sedna niniejszego posta. Muszę się przyznać, że mam podobny problem, co p. Lipnicka. Może nie budzę się przez to w nocy, no i zdecydowanie nie mam dziecka, które by mi moje altruistyczne zapędy powstrzywało, ale samo sedno pozostaje identyczne. Chcę być dobry, pomagać, chcę, by moja egzystencja wyszła komuś, oprócz mnie samemu, na dobre, moja dusza cierpi, jak widzę biedę, głód i nieszczęście, a nie robię nic. Cytowaną wokalistkę powstrzymuje rodzina i wiążące się z jej utrzymaniem obowiązki. Mnie powstrzymują zainteresowania, szkoła i zwykłe, obrzydliwe lenistwo. Albo przynajmniej tak to sobie tłumaczę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swój felieton p. Lipnicka kończy dwoma refleksjami. Po pierwsze - zamiast czynienia wielkich rzeczy, wystarczą drobne, które sprawią, że świat będzie lepszy. Tu był podany konkretny przykład: wziąć na zakupy wielorazową siatkę, zamiast korzystania z foliowych, jednorazowych reklamówek, które potem tworzą stertę śmieci. Druga myśl zasygnalizowana została zdaniem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;"Właśnie wydałam 50 zł na jakąś przyjemność, a dzieci w Afryce głodują. Taka jestem niedobra. Ciekawi mnie sama natura tego zagadnienia - czy moje niespełnione pragnienie bycia kimś dobrym wynika z przesłanek altruistycznych, czy z czystego egoizmu, z potrzeby uspokojenia własnego sumienia?"&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć niepozorna, w sumie niezbyt głęboka i zaskakująca refleksja uderzyła mnie. Mocno, jak młotem w twarz. Bo uświadomiłem sobie, że być może po części chcę być dobry, by uspokoić wyrzuty sumienia, które mam za każdym razem, gdy przechodzę obok żebraka i nie dam mu chociaż grosika. A ze zgrozą przyznaję, że nie jest to wcale tak rzadka sytuacja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej strony nie da się przecież pomagać każdemu. Jeden z moich kolegów powiedział mi kiedyś, że woli skupić się na jednym, konkretnym dobroczynnym celu, niż dać po grosiku wielu ludziom... No, może nie ujął myśli dokładnie takimi słowami, ale ja w ten sposób odebrałem jego słowa. A była to odpowiedź na moją refleksję: ciężko mi pomagać komuś, skoro mam poczucie niesprawiedliwości - przecież w ten sam sposób powinienem pomóc wielu innym ludziom. Poczucie niesprawiedliwości nie minęło, ale odpowiedź rzeczonego kolegi podniosła mnie nieco na duchu. Uświadomiła mi coś, co przekazuje również cytowany felieton.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niniejszym postanawiam skupić swój altruizm na jednej rzeczy. Jeszcze nie wiem, na jakiej, a do czasu, aż się nie zdecyduję, postaram się robić świat lepszym - małymi kroczkami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/26787657-115670278030577028?l=popczytelnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/115670278030577028/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=26787657&amp;postID=115670278030577028' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/115670278030577028'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/115670278030577028'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/2006/08/ciekawe-co-z-tego-wyjdzie.html' title='Ciekawe, co z tego wyjdzie...'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657.post-115239883517689901</id><published>2006-07-09T00:45:00.000+02:00</published><updated>2006-07-09T00:53:25.543+02:00</updated><title type='text'>Zanim zacznę narzekać...</title><content type='html'>&lt;em&gt;"Wielu ludzi wybiera drogę wyrzeczeń i poświęcenia, uznając, że na tym świecie musimy cierpieć, by w życiu pośmiertnym zasłużyć na szczęście. Jednak jeśli ten świat jest darem od Boga, dlaczego nie mielibyśmy czerpać z niego tyle radości, ile daje nam życie? Przyzwyczailiśmy się do obrazu Chrystusa na krzyżu, lecz zapominamy, że jego męka trwała zaledwie trzy dni. Resztę swego życia spędził, podróżując, spotykając się z ludźmi, jedząc, pijąc, szerząc tolerancję. Do tego stopnia, że Jego pierwszy cud był "politycznie niepoprawny". Gdy na weselu w Kanie Galilejskiej zabrakło trunków, przemienił wodę w wino. Według mnie zrobił to, by pokazać, iż nie ma niczego złego w poczuciu szczęścia, w radowaniu się i w zabawie - Bóg jest bardziej obecny, gdy jesteśmy wśród ludzi."&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Paulo Coelho "Być jak płynąca rzeka. Myśli i impresje 1998 - 2005", Świat Książki, Warszawa 2006&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W trakcie lektury przedstawianej pozycji miałem niesamowity problem z doborem odpowiedniego cytatu. Coelho na prawo i lewo sypie myślami wartymi odnotowania, a robi to w wyjątkowo skrupulatny, a przy tym i problemowy sposób. Otóż opisuje on pewną sytuację, opowiada jakąś anegdotę albo przedstawia swoje spostrzeżenia, a na koniec wali puentą - myślą krótką, treściwą, ale bez całego tego kontekstu pozornie błahą i banalną. O książce chciałem koniecznie coś napisać, bo jest tego warta, problem jednak był z wyborem takiego właśnie cytatu, który nie wydawałby się błahy bez "Coelhowej" otoczki. Przepisywanie dużego fragmentu tekstu tylko po to, by odtworzyć proces myślowy autora, również mijało się z celem. Ostatecznie padło na cytat wyrazisty, kontrowersyjny, szczególnie w Polsce - i, nad czym ubolewam, prowokujący do narzekania na zaściankowość i ograniczenie polskich zdewociałych katolików. Jako, że narzekań dewotów mam tak samo dość, jak narzekań na tychże dewotów, pośpiesznie kończę niniejszą notkę i pozwolę przytoczonemu fragmentowi dzieła mówić samemu za siebie. Do rozważenia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/26787657-115239883517689901?l=popczytelnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/115239883517689901/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=26787657&amp;postID=115239883517689901' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/115239883517689901'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/115239883517689901'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/2006/07/zanim-zaczn-narzeka.html' title='Zanim zacznę narzekać...'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657.post-114959144776289890</id><published>2006-06-06T12:54:00.000+02:00</published><updated>2006-10-15T01:45:22.893+02:00</updated><title type='text'>Czytać trzeba umieć</title><content type='html'>&lt;em&gt;"Zofia Amundsen wracała ze szkoły do domu. Pierwszy odcinek drogi przeszła razem z Jorunn. Rozmawiały o elektronicznych robotach. Jorunn twierdziła, że mózg człowieka jest jak skomplikowany komputer, ale Zofia nie była pewna, czy się z nią zgadza. Człowiek musi być chyba czymś więcej, niż tylko maszyną?"&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jostein Gaardner "Świat Zofii", Wydawnictwo Jacek Santorski &amp;amp; CO&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poznajcie moją nową miłość. Romans zaczął się wyjątkowo nietypowo- któż bowiem spodziewałby się, że jakikolwiek egzemplarz książki "Świat Zofii" będzie mieć na okładce naklejkę Biblioteki Wyższej Szkoły Bankowej? Dla mnie to było duże zaskoczenie, co nie przeszkodziło mi bez wahania wypożyczyć zagubiony pośród literatury ekonomicznej, prawnej i marketingowej egzemplarz książki... o filozofii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem dopiero po pierwszym rozdziale, ale jedno mogę już powiedzieć o powieści: po przeczytaniu tego rozdziału czuję się jak największy fan kryminałów po przeczytaniu genialnego rozdziału pierwszego genialnego kryminału ledwo co wydanego przez genialnego autora kryminałów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle reklamowania- przejdźmy do właściwego tematu niniejszego posta. Cytowany fragment jest pierwszym akapitem książki. Mój wybór może wydawać się dziwny- po książce o filozofii można byłoby przecież spodziewać się milionów bardziej interesujących cytatów, porażających swoją głębokością i mądrością, a tu co? Wypisuję sobie o jakiejś Zofii wracającej sobie z jakiejś szkoły z jakąś koleżanką...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłbym w stanie zrozumieć to zdziwienie, gdyby nie fakt, że już na początku widzimy, że nie jest to &lt;em&gt;jakaś&lt;/em&gt; Zofia i &lt;em&gt;jakaś tam&lt;/em&gt; koleżanka. Przecież nie każda para koleżanek, wracając ze szkoły, rozmawia sobie o robotach i naturze człowieka. Dziewczyny nie ucinają sobie tu pogawędki o sukienkach, perfumach, chłopakach, zadaniu domowym czy czymś podobnym. Już na początku widać, że coś tu nie gra, coś jest nie tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż to. Zofia już na pierwszych stronach książki okazuje się być dziewczynką, która, pomimo zbliżających się piętnastych urodzin, bardzo dużo myśli i wykazuje niespotykaną wręcz skłonność do częstego filozofowania. No cóż, po dziewczynce, która nazwała swego żółwia Gowinda, a na kota woła per Shere Khan (bo kolory jego sierści upodabniają go do tygrysa), można spodziewać się wszystkiego. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;U wielu już ten pierwszy akapit sprowokuje myśli typu: "co za głupia książka". Wielu nie zdaje sobie bowiem sprawę, że takie rzeczy autor może wypisywać nie dlatego, że jest "ah, jakże wielkim filozofem" i otacza się samymi "ah, jakże wielkimi filozofami" w takim stopniu, że nawet jego piętnastoletnia córka ma zadatki na "ah, jakże wielkiego filozofa". Nie wszyscy zdają sobię sprawę, że wszystko może zależeć od konwencji, w której napisany jest dany tekst.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konwencja- pewien ustalony styl, stosowany do przekazania jakiejś myśli, ujawniany w środkach stylistycznych, konstrukcji fabuły, bohaterów- nie ma być czymś, co pisarz bezczelnie wykorzystuje, by zawoalować przekazywane myśli, byleby tylko czytelnik przypadkiem nie odkrył, o co biega. Odpowiednio wykorzystana konwencja wywołuje efekt odwrotny- świadomy jej istnienia czytelnik jest w stanie "czytać między wierszami", lepiej wczuć się w tekst i, w efekcie, wynieść z lektury o wiele więcej, niż taki "nieświadomy" czytelnik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przypadku "Świata Zofii" teoria ta sprawdza się w stu procentach. Powiem więcej, ta wiedza jest przy lekturze książki wręcz niezbędna. Konwencja wybija się tu bowiem już od pierwszego akapitu, a w kolejnych jest jeszcze bardziej jaskrawa. Konwencja pewnej nierealności, baśniowości, zmuszająca do przyjęcia jako fakt, że tak młoda dziewczyna jest w stanie filozofować, myśleć więcej i intensywniej, niż niejeden dorosły człowiek. Bez przyjęcia tej konwencji książka jest zupełnie nieczytelna- nie da się zrozumieć, że Zofia jest tu tylko pretekstem do przedstawienia całej historii filozofii w (wcale nie tak małej) pigułce- w sposób o wiele bardziej przystępny, niż jakikolwiek tekst popularno-naukowy byłby w stanie przedstawić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaki wniosek wypływa z powyższych wynurzeń? Czytać trzeba umieć- nie wystarczy tylko znać literki. Niezbyt odkrywcze, prawda, ale na głębsze przemyślenia, sprowokowane przez "Świat Zofii", przyjdzie jeszcze czas. :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/26787657-114959144776289890?l=popczytelnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/114959144776289890/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=26787657&amp;postID=114959144776289890' title='8 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/114959144776289890'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/114959144776289890'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/2006/06/czyta-trzeba-umie.html' title='Czytać trzeba umieć'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657.post-114738234103581687</id><published>2006-05-11T23:18:00.000+02:00</published><updated>2006-05-11T23:35:11.090+02:00</updated><title type='text'>Geniuszu Lema żywe dowody?</title><content type='html'>&lt;em&gt;"Brak nam tylko w tym świecie owych dawnych czarowników i mocy nadprzyrodzonych. Rzeczywiście: trudno byłoby określić, na czym polega "cudowność" w krainie robotów, gdzie niemal wszystko, co można wymyślić, da się skonstruować, a tym samym obszar tego co "naturalne" (...) rozszerza się prawie w nieskończoność. (...) Tak więc nie ma w&lt;/em&gt; Bajkach Robotów &lt;em&gt;sfery zdarzeń nadprzyrodzonych - i jeśli nawet czytamy o czymś, co zaprzecza prawom fizyki (...), to skłonniśmy to raczej przyjąć za żart autora, który bawi się konwencją baśniowej przesady, niż za rzeczywisty wynik działania jakichś nadnaturalnych sił."&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;strong&gt;Jerzy Jarzębski "Posłowie" w: Stanisław Lem "Bajki Robotów", Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1983&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cytowanie posłowia do książki może wydać się dziwne, bo takie posłowie jest nie do końca zrozumiałe, jeśli rzeczonej książki się nie czytało, jednak ten fragment (i parę innych w przywołanym powyżej tekście) uświadomił mi parę ważnych spraw...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W posłowiach nie ma nic nadzwyczajnego. Ich autorzy wyjaśniają w nich rzeczy, które są widoczne przy czytaniu, rzeczy, których właściwie wyjaśniać nie trzeba. Najdziwniejszym jest jednak, że czytelnik (dokładniej mówiąc - ja i, jeśli się z tym zgodzisz, Ty, drogi Internauto) podczas lektury nie zdaje sobie z tych rzeczy sprawy. Ot, czytasz, z wypiekami na twarzy, kończysz, a potem dochodzisz do posłowia (tudzież jakiegokolwiek innego opracowania) i "buch"- zostajesz uderzony wiedzą, którą właściwie posiadałeś, ale jakby nie została ona przed Tobą odkryta przez kogoś innego, to z nikim nie potrafiłbyś się nią podzielić, nie zdawałbyś sobie sprawy, że ona istnieje i że Ty również zauważyłeś to, o czym mówi autor opracowania. Właściwie to ja wiem, o czym takie posłowie mówi i nie jest to dla mnie niczym nowym, jednak zostaję uderzony trafnością wypowiedzi, zostaję nią zaskoczony, jakbym wcześniej nie zdawał sobie sprawy, że wiem, o czym w posłowiu czytam. A prawda jest taka, że rzeczywiście sobie nie zdawałem sprawy, dopóki o tym nie przeczytałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do czego zmierzam tymi enigmatycznymi wywodami? Do pytania, czy ja wiedziałem to wszystko, o czym przeczytałem w posłowiu, czy też nie wiedziałem, ale z tego, co wyniosłem z omawianego w opracowaniu tekstu, jestem w stanie to posłowie zrozumieć i przyswoić sobie wynikającą z niego wiedzę jako własną? Krócej: czy ja wiedziałem, czy też miałem tylko poszlaki, którymi nie byłbym w stanie dojść do wiedzy, gdybym nie przeczytał opracowania? Na moim obecnym etapie oczytania nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tych pogwatmanych przemyśleń wynikają co najmniej trzy rzeczy. Po pierwsze: nigdy nie wiesz, co naprawdę kryje się w danym tekście. Może Ci się on podobać, albo nie, jednak prawda jest taka, że ktoś inny może znaleźć coś, czego Ty podczas lektury nie złapałeś. Słowem, w każdym tekście może tkwić więcej, niż Ci się wydaje (choć trudno w to uwierzyć, jeśli weźmiemy pod uwagę np. takiego "Harlequina"). Po drugie: wbrew pozorom, wstępy, posłowia i inne takie teksty nie są jedynie garścią liter potrzebnych do zapełnienia stron, garścią, którą się opuszcza, "bo takich rzeczy się nie czyta". Dobrze napisany wstęp czy posłowie może naprawdę dużo rozjaśnić i uświadomić, pogłębić odbiór tekstu- i nie musi być przy tym przerażająco nudny. Po trzecie: nigdy nie wiesz, czy nie jesteś za głupi, by w pełni zrozumieć, "co autor miał na myśli" (tutaj muszę przyznać, że poczułem się jak żywy dowód mądrości Lema, który powiedział "nikt nic nie czyta, a jeśli czyta, to nic nie rozumie"). :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/26787657-114738234103581687?l=popczytelnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/114738234103581687/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=26787657&amp;postID=114738234103581687' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/114738234103581687'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/114738234103581687'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/2006/05/geniuszu-lema-ywe-dowody.html' title='Geniuszu Lema żywe dowody?'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657.post-114599346968335379</id><published>2006-04-25T20:55:00.000+02:00</published><updated>2006-04-25T21:50:24.710+02:00</updated><title type='text'>"I wchodząc sobie zadaję pytanie..."</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Niepewność&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nie tracę zmysłów, kiedy cie zobaczę;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jednakże gdy cię długo nie oglądam&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;I tęskniąc sobie zadaję pytanie:&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Gdy z oczu znikniesz, nie mogę ni razu&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;W myśli twojego odnowić obrazu;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jednakże nieraz czuję mimo chęci,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Że on jest zawsze blisko mej pamięci.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;I znowu sobie powtarzam pytanie:&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Cierpiałem nieraz, nie myślałem wcale,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Abym przed tobą szedł wylewać żale;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Idąc bez celu, nie pilnując drogi,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Sam nie pojmuję, jak w twe zajdę progi;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;I wchodząc sobie zadaję pytanie:&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Co tu mię wiodło? przyjaźń czy kochanie?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Bym był dla ciebie zdrowiem i pokojem.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;I znowu sobie powtarzam pytanie:&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kiedy położysz rękę na me dłonie,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Luba mię jakaś spokojność owionie,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Zda się, że lekkim snem zakończę życie;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Lecz mnie przebudza żywsze serca bicie,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Które mi głośno zadaje pytanie:&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Czy to jest przyjaźń? czyli też kochanie?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kiedym dla ciebie tę piosenkę składał,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Wieszczy duch mymi ustami nie władał;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Pełen zdziwienia, sam się nie postrzegłem,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Skąd wziąłem myśli, jak na rymy wbiegłem;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;I zapisałem na końcu pytanie:&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Co mię natchnęło? przyjaźń czy kochanie?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Adam Mickiewicz&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiersz znany, choć prawdopodobnie, przy nieocenionym udziale naszego systemu edukacji, znienawidzony przez miliony. Mówiąc szczerze, mnie również to dzieło nie pasjonowało (choć za czasów podstawówki uważałem je za najlepsze z Mickiewiczowskich utworów). Jednak już po ukończeniu szkoły podstawowej usłyszałem te słowa, odziane w nuty przez Żebrowskiego i Kasię Stankiewicz- a jako, że mam ogromną słabość do pięknych, kobiecych głosów, której nie potrafią zmącić nawet przerywniki autorstwa ex-wiedźmina, z miejsca zapałałem miłością do migoczącego gdzieś w zakątkach pamięci wiersza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytając rzeczony utwór po raz n-ty nie można odmówić mu aktualności. Nie wiem, ilu z Was miało to poczucie, że granica między przyjaźnią a miłością jest bardzo cienka (chciałbym wierzyć, że wszyscy), pomimo modnego teraz twierdzenia, że przyjaźń to nie miłość. Fakt, nie zakochujemy się w każdym "nowo nabytym" przyjacielu, jednak maczugą pobiję każdego delikwenta, który w mojej obecności stwierdzi, że miłość i przyjaźń nie mają ze sobą nic wspólnego. Sami powiedzcie- czyż spokojność jakaś nas nie owija, czyż nie skąpilibyśmy życia, czyż z największą przyjemnością nie bylibyśmy zdrowiem i spokojem dla wybranki/wybranka naszego serca? A dla przyjaciela? No cóż, jeśli nie czujesz do przyjaciela tego samego- to nie jest to Twój przyjaciel; znajomy jeno, jakich wielu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawda, ciężko jest wyobrazić sobie taką przyjaźń w czasach, w których niewielu ludzi ma to szczęście i może nazwać kogoś prawdziwym przyjacielem, w czasach, w których miłość zaczyna się od seksu, nie od przyjaźni i w których bliskość automatycznie utożsamiana jest z zakochaniem. Żal mi ludzi, którzy nie znają prawdziwej przyjaźni, którzy mają miliardy znajomych, ale żadnemu nie mogą pokazać swego prawdziwego wnętrza, nie mogą zwierzyć się z żalów, smutków i radości ukrywanych przed wszystkimi innymi. Dlatego wdzięczny jestem niezmiernie moim przyjaciołom, że są i że mam zaszczyt nazywać ich przyjaciółmi, pomimo, że widujemy się tak rzadko. Bez Was moje życie byłoby zupełnie inne (i szczerze wątpię, by "inne" znaczyło tu "lepsze"). "Dziękuję" to za mało, by wyrazić moją radość, że się poznaliśmy, ale... dziękuję. :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/26787657-114599346968335379?l=popczytelnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/114599346968335379/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=26787657&amp;postID=114599346968335379' title='4 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/114599346968335379'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/114599346968335379'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/2006/04/i-wchodzc-sobie-zadaj-pytanie.html' title='&quot;I wchodząc sobie zadaję pytanie...&quot;'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657.post-114581546811685561</id><published>2006-04-23T19:19:00.000+02:00</published><updated>2006-05-09T20:59:02.430+02:00</updated><title type='text'>"Istota to bowiem potężna i złośliwa jak żadna inna..."</title><content type='html'>&lt;em&gt;"- Czy prawdą jest - spytał (...) - że Homos miększy jest nad wosk?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Tak jest, Wasza Jasność! - odparli obydwaj.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- A czy i to prawda, że szparką, którą ma u dołu twarzy, może wydawać rozmaite dźwięki?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Tak jest, Wasza Królewska Mość, jak również, że do tego samego otworu tka Homos różne rzeczy, a potem dolną częścią głowy rusza, która na zawiaskach jest do górnej przytwierdzona, przez co się owe rzeczy rozdrabniają i on je wciąga do swego wnętrza.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- (...) Wszelako powiedzcie, mędrcy moi, po co on to czyni?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- W tej materii cztery są teorie, Wasza Królewska Mość - odparli homologowie. - Pierwsza, że czyni tak, by się nadmiaru jadów pozbyć (jadowity jest bowiem niesłychanie). Druga, że postępuje tak gwoli niszczeniu, które przekłada nad wszelką inną uciechę. Trzecia, że przez chciwość, bo wszystko by pochłonął, gdyby mógł, czwarta...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Dobrze, już dobrze! - rzekł król. - Czy to prawda, że on z wody jest uczyniony, a jednak nieprzezroczysty, jak ta moja kukła?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- I to prawda! Ma on, panie, w środku wielość rurek śliskich, którymi wody cyrkulują; są w nim żółte, są perłowe, ale najwięcej czerwonych - te niosą straszną truciznę, kwasorodem lub tlenem zwaną, który to gaz wszystko, czego tknie, zaraz w rdzę obraca lub w płomień. Dlatego on sam mieni się perłowo, żółto i różowo. Wszelako, Wasza Królewska Mość, błagamy pokornie, byś od zamysłu sprowadzenia żywego Homosa odstąpić raczył, istota to bowiem potężna i złośliwa jak żadna inna... (...)"&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Stanisław Lem "Bajki robotów", Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1983&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto właśnie książka Lema, o której napomknąłem w pierwszym poście. Zbiór krótkich opowiadanek science-fiction, o tyle niezwykłych, że bardzo sarkastycznie mówiących o człowieku, choć bohaterami nie są tu ludzie (a jeśli się jakiś człowiek pojawi, to jako czarny charakter). Jako, że nie zakończyłem jeszcze lektury, nie mogę wypowiadać się o całości dzieła, ale już mogę stwierdzić, że wplątanie konwencji bajki w świat elektroniki, chemii, fizyki, astronomii (i ogólnie- nauk ścisłych), choć niełatwe do przetrawienia- jest nad wyraz intrygujące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cytowany fragment - abstrahując od ogólnej wymowy dzieła Lema - bardzo ładnie pokazuje mechanizm powstawania stereotypów. Nieznanego człowiek się boi- mędrcy, choć udowadniają czytelnikowi, że tamtejsza nauka o człowieku już coś wie, nie są wolni od uprzedzeń w stosunku do przedmiotu swoich badań. Brak tolerancji sprawia, że nie potrafimy wczuć się w sytuację kogoś/czegoś działającego na innych zasadach, niż my sami i prowadzi do wyciągania pochopnych wniosków. Zaiste, intrygującym jest, w jakim stopniu człowiek potrafi zamknąć się w swoim własnym świecie, tak, że ciężko mu wyjść poza własny punkt widzenia, poza materialność, poza ustalone standardy, poza swoje nawyki, poza chory nacjonalizm, poza kieliszek wódki, poza własne, jakże niepodważalne, opinie, poza, ogólnie mówiąc, własną rzeczywistość. Chociażby umysłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej strony trudno nie zgodzić się z mędrcami, że człowiek to istota opętana chciwością i żądzą niszczenia. Homos, samą swoją obecnością w klatce w ogrodach zamkowych, wywołuje kryzys w królestwie, stan śpiączki u królewny Elektriny i doprowadza do śmierci znamienitych rycerzy. Słowem, nic, co ludzkie, nie jest mu obce.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/26787657-114581546811685561?l=popczytelnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/114581546811685561/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=26787657&amp;postID=114581546811685561' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/114581546811685561'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/114581546811685561'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/2006/04/istota-to-bowiem-potna-i-zoliwa-jak.html' title='&quot;Istota to bowiem potężna i złośliwa jak żadna inna...&quot;'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-26787657.post-114580039059127093</id><published>2006-04-23T15:29:00.004+02:00</published><updated>2008-05-13T22:57:34.803+02:00</updated><title type='text'>"Nikt nic nie czyta, a jeśli czyta, to nic nie rozumie..."</title><content type='html'>Tymi słowami, autorstwa Lema, przywitał mnie dzisiaj artykuł o czytelnictwie, umieszczony w pewnym ogólnopolskim serwisie internetowym. Wg. tego artykułu "co najmniej jedną pozycję w miesiącu czytało tylko 15 procent z nas", wliczając w to czytanie podręczników. Smutne, prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komentarze umieszczone pod owym artykułem buchały świętym ogniem: "to nieprawda", "moi znajomi na wsi spędzali wolny czas na czytaniu książek", "a Harry Potter to co?"- i, prawdę mówiąc, nie wiem, co o tym myśleć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Artykuł wspomniał również, że 23 kwietnia to Światowy Dzień Książki i że w tym dniu organizowane są różne "imprezy oraz konkursy promujące czytelnictwo". Przyznam szczerze, ja na żaden taki konkurs czy imprezę nie natrafiłem, może po prostu za mało interesowałem się promowaniem czytelnictwa w Polsce, ale czego się spodziewać po człowieku, do którego nie dotarło wcześniej, że Dzień Książki wypada akurat dzisiaj. Możliwe, że byłem zbyt zajęty czytaniem Lema (i wykonywaniem różnych innych czynności zabijających czas). Data ta jednak zbiegła się dziwnym trafem z dniem mocnego postanowienia, które poczyniłem. Otóż odezwał się we mnie kaprys stworzenia bloga promującego czytelnictwo na mój własny sposób- a dokładniej bloga, na którym mógłbym podzielić się co ciekawszymi fragmentami czytanych przeze mnie książek i moimi, mniej lub bardziej wydumanymi, przemyśleniami na ich temat. Przypadek? ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak czy inaczej, przeczytanie wyżej wspomnianego artykułu o czytelnictwie w Polsce umocniło mnie jedynie w moim postanowieniu, zatem niniejszym otwieram bloga, który ma udowodnić ludziom "opornym", że czytanie to nie tylko lasowanie mózgu i że w książkach nawet dresiarz, pijący z ziomalami piwo na klatce schodowej, może znaleźć coś interesującego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszakże "jeśli ktoś do 15. roku życia nie nabierze nawyku czytania, później ma problemy nawet ze zrozumieniem instrukcji... obsługi odkurzacza". :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/26787657-114580039059127093?l=popczytelnik.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://popczytelnik.blogspot.com/feeds/114580039059127093/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=26787657&amp;postID=114580039059127093' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/114580039059127093'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/26787657/posts/default/114580039059127093'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://popczytelnik.blogspot.com/2006/04/nikt-nic-nie-czyta-jeli-cz_114580039059127093.html' title='&quot;Nikt nic nie czyta, a jeśli czyta, to nic nie rozumie...&quot;'/><author><name>Avraxis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17852295292497301854</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry></feed>
